Niestety sezon wakacyjny 2012 dobiega już końca, więc kolor ten stał się niejako oznaką mojego buntu :D Przypomniałam sobie o nim, bo post miał być o zupełnie innym - ale dosyć tego ble, ble, ble... prezentuję OPI - Are We There Yet? z kolekcji TOURING AMERICA 2011.
Powiem szczerze, że początek znajomości był trudny - po pierwszych kroplach Are ... wiedziałam, że albo go polubię albo pójdzie w kąt. Poszedł w kąt na rok, aż do teraz :P
W tym przypadku sprawdził mi się scenariusz jak w typowych amerykańskich komediach romantycznych ( mniemam, że od jednej z nich pochodzi nazwa tego lakieru ) - na początku można się zanudzić a po 30 min. się rozkręca i kończy happy endem :)
Kolor jest zadziwiający i zmienia się w miarę zmiany oświetlenia - Opi twierdzi, że jest to jasny koral z cieniem melona, według mnie czasami przebija wesoła pomarańcza innym razem brzoskwiniowy powściągliwy łosoś.
Do wydobycia pełni koloru nałożyłam trzy warstwy i wszystko utwardziłam standardowo seche.
Co do formuły lakieru to konsystencja jest ni gęsta ni rzadka ( choć czasami lubi spłynąć na skórki ! ), wykończenie zaliczyła bym jednak do kremowego bo złociste drobinki zatopione są naprawdę głęboko i widać je tylko w słoneczny dzień albo pod lampą. Resztę oceńcie sami... :)
W świetle dziennym - bez lampy.
W pomieszczeniu bez lampy.
Z lampą - dokładniej widać drobinki.
Ciekawa jestem czy Wy afiszujecie koniec wakacji i lata ?
Pozdrawiam i dziękuję za oglądanie !!!


